Z miłości do bliskości – o karmieniu piersią
Ten post powstał we współpracy ze sklepem odzieżowym Julika oraz Kadroholik, która wykonała zdjęcia
W związku z nadchodzącym wielkimi krokami Dniem Matki postanowiłam przyjrzeć się więzi Matki z Dzieckiem, Więzi wyjątkowej, bo tej nabytej podczas karmienia piersią.
Ponowne dojrzewanie
Już w ciąży, gdy ciało kobiety przechodzi przez szereg wielkich zmian, na pierwszy ogień idą piersi. To od nich wszystko się zaczęło. Pewnego dnia podczas wykonywania ćwiczeń leżąc na brzuchu poczułam ogromny ból. Nie wiedziałam, że jestem w ciąży. Był podobny do tego z przedmiesiączkowego stanu. Piersi stały się bardzo wrażliwe na dotyk, nabrzmiałe, a z każdym tygodniem rosły i bolały coraz bardziej. Przez jakiś czas miałam wrażenie, że wracam do czasu dojrzewania, kiedy codziennie w lustrze oglądałam zachodzące w moim ciele zmiany. Jednak tym razem ich tempo i kaliber mocno się różniły.
Pierwszy trymestr to z jednej strony ekscytacja a z drugiej ciągły dyskomfort podczas snu, bo ułożyć się wygodnie gdy boli Cię nawet ręka to nie lada wyzwanie. Potem nastąpił czas wymiany garderoby – ku mojej uciesze mogłam kupić staniki w rozmiarze, jaki zawsze chciałam mieć, a nigdy mi nie było dane, bo Matka Natura obdarzyła inne kobiety obfitym biustem a nie mnie.
Ostatni miesiąc przed porodem na biuście pojawiły się rozstępy – oznaka szybkiego rozciągania się skóry w tym miejscu. Na biustonoszu dostrzegłam plamki o żółtym zabarwieniu – siara – czyli proces laktacji już się rozpoczął.
Piersi – nowe znaczenie
Kiedy pozszywana leżałam nieruchomo czekając na moje pierwsze spotkanie z maluszkiem, nie myślałam o tym, co mnie czeka. Chciałam jak najszybciej zobaczyć moje Szczęście i mieć je w ramionach. Gdy tylko Pani położna weszła na salę z Moją Córeczką, niesamowite ciepło wypełniło moje serce. Było we mnie tego dnia tyle miłości i szczęścia, że nie myślałam, że to możliwe. Wtedy z zadumy wyrwało mnie pytanie: „to co Mamo? Karmimy?”
Do tej pory nie zastanawiałam się jak to będzie, nie patrzyłam nigdy na moje piersi jak na „narzędzie” do karmienia. I nagle nabrały nowego znaczenia. Przystawienie Małego Człowieka do piersi, Człowieka który jest częścią Ciebie to moment niezwykle intymny, wyjątkowy, cudowny wręcz. Tego dnia narodziła się we mnie Matka.
Co mnie zadziwiło to fakt, że ten mały człowiek, który ledwo pojawił się na świecie, instynktownie przyssał się do tej piersi, tym samym nawiązując z Żywicielką, ze mną, piękny pakt. Porozumienie, w którym oddaje się w Twoje ręce i bezgranicznie Ci ufa. Nie miałam pojęcia czy w moich piersiach jest mleko, czy nakarmię moją Córeczkę, ale wtedy liczyła się ta bliskość, jedyne czego byłam pewna i co mogłam jej dać. Napawałam się tą chwilą, każdy dźwięk ssania przynosił mi radość i zdziwienie. Nagrałam tę chwilę telefonem i wysłałam Tatusiowi Buby, żeby chociaż na odległość mógł doświadczyć tego niesamowitego widoku.
Przeszkody na „drodze mlecznej”
Po pierwszej dobie w szpitalu, kiedy hormony, zmęczenie i nowa sytuacja zaczęły do mnie docierać, zmartwiłam się szczerze czy moje ciało jest rzeczywiście w stanie wykarmić tego bezbronnego człowieka? Mimo wielkiej woli i samozaparcia, moje dziecko przyszło w końcu na świat przez cesarskie cięcie. Nie dopuszczałam tego scenariusza a jednak kolejny raz życie pokazało, że nie można niczego brać za pewnik i tym samym dało lekcję pokory. Wtedy po raz pierwszy naszła mnie obawa, że przez cesarskie cięcie nie będę miała pokarmu. Nie raz spotkałam się z takimi opiniami, zanim urodziłam Bubę.
Podzieliłam się moimi obawami z Panią położną, kiedy przyszła sprawdzić jak sobie radzimy. Gdy zapytałam zmartwiona czy mam pokarm, wzięła do ręki moją pierś i ścisnęła brodawkę, z której trysnęło mleko. Dowiedziałam się wtedy, że poród przez cesarskie cięcie wcale nie przekreśla możliwości karmienia piersią maleństwa i bardzo dużo siedzi w naszej głowie. Cieszę się, że mogłam liczyć na pomoc wykwalifikowanej kadry podczas mojego pobytu w szpitalu, bo dzięki temu uniknęłam wielu stresów na samym początku mojej „mlecznej drogi”.
Muszę przyznać, że czerpię ogromną radość z karmienia piersią. Żeby było jasne, nie spotkałam po drodze trudności (no może oprócz jednej, którą wspomnę później), z jakimi mierzyły się moje znajome młode mamy. Napięcie mięśniowe maleństwa, krótkie wędzidełko, małe brodawki czy duży biust, które uniemożliwiają prawidłowe zassanie się maluszka. Słyszałam jak to bardzo może wpłynąć na proces laktacji i powodzenie karmienia piersią. Ale o nim wiem tyle, ile zdążyłam przeczytać sama na szybko w poradnikach. I podziwiam Mamy, które musiały przejść przez różne trudności aby utrzymać swoje maleństwa przy piersi.
O co chodzi z tą więzią?
Zanim zostałam Mamą, nie kumałam zupełnie szumu wokół tego tematu. Ale z każdym przystawieniem maluszka do piersi zaczynałam odkrywać to piękno. To wtedy najwięcej patrzę na moją córeczkę, obserwuję jej rozwój, jej potrzeby. W czasie tych niespełna 6. miesięcy Buba najpierw ssała z zamkniętymi oczami, następnie zaczęła otwierać oczy, z czasem chwytać pierś w dłonie. Teraz, kiedy odruch ssania wrodzony zanika i staje się bardziej kontrolowany przez dziecko, Buba odwraca się kiedy usłyszy głos, uśmiecha się, chwyta i zaciska pierś w swojej małej dłoni. Potrafi już przypełznąć do mnie gdy leżę na boku i szuka buźką piersi, dając mi tym samym znać, że chce jeść.
Mówi się często, że dziecko wyssało coś z mlekiem matki. Zaczęłam się zastanawiać, czy to możliwe. No i jak inaczej wyjaśnić fakt, że kiedy byłam zestresowana pewną sytuacją przez kilka dni, pojawiły się problemy z pokarmem (było go mniej) i z przystawieniem maleństwa, które stało się równie nerwowe jak ja?
Niezaprzeczalnym dla mnie dowodem więzi nabytym przez karmienie piersią jest fakt, że wystarczy, że pomyślę o moim dziecku a chwilę później sączy się mleko. W nocy, kiedy się przebudzę, okazuje się, że biust już wypełniony mlekiem czeka na przyssanie. W chwilę później moje dziecko się budzi. Kolejny fakt więzi to możliwość uspokojenia z płaczu gdy coś maluszka boli, podczas szczepienia, gdy ząbkuje.
Karmienie w miejscach publicznych
Całe szczęście karmienie piersią stało się tematem na tyle powszechnym, że widok matki karmiącej dziecko w miejscu publicznym nie oburza jak kiedyś. Może w pandemii nie miałam wiele okazji do nakarmienia mojej córeczki w restauracji, jednak podczas spacerów nie raz musiałam się ratować mlekiem aby uspokoić płacz. Latem nie jest to takie trudne, kiedy masz zaledwie koszulkę do odwinięcia, ale zimą przy tylu warstwach sprawne nakarmienie dziecka graniczy z cudem.
Pozwolę sobie przy tym temacie polecić Wam ubrania dedykowane dla Mam karmiących piersią. Mam kilka ulubionych firm, które właśnie takie ubrania szyją, nie zapominając o tym, żeby Mamy wyglądały i czuły się w nich pięknie. Weronika, założycielka firmy Julika, to młoda mama dwójki, która doskonale zna potrzeby Mam. W swojej pracowni pod Toruniem szyje na zamówienie między innymi garderobę dla Mam karmiących. Nam uszyła kilka zestawów, które uwielbiamy nosić bo są piękne, wygodne i praktyczne. Mają pochowane dyskretnie zameczki, dzięki którym wyciągnięcie piersi głodnemu maleństwu zajmuje chwilę i nie wymaga pokazywania wszystkim całego ciała. Cenię tę możliwość. I co najwspanialsze – same mogłyśmy wybrać materiał, wzór i wskazać krój naszych ubrań. Na zdjęciach prezentujemy nasz zestaw na dzień Mamy – Mama i Córka 🙂
Najważniejsze o czym należy pamiętać to aby nie popaść w pułapkę oczekiwań, bo główny cel karmienia piersią to zaspokojenie głodu maluszka. Jeśli z jakichś przyczyn nie możesz lub nie chcesz karmić piersią, nie bądź dla siebie surowa. Chodzi przecież o Wasze wspólne dobro, a butelki i najnowsze technologie produkcji mleka modyfikowanego właśnie temu mają służyć. Dotyk, bliskość, tulenie – to jest coś, co możemy dawać naszym maluchom każdego dnia, nieważne czy karmiąc piersią czy nie.





Ściskam
Może Ci się spodobać
GIRL POWER – o solidarności jajników
28 lipca 2021
MAMY czas – prawda o urlopie macierzyńskim
1 kwietnia 2021