Kobieta,  Macierzyństwo,  Mama

MAMY czas – prawda o urlopie macierzyńskim

Jest środa, 22:49. Zazwyczaj o tej porze czytałam ulubioną książkę albo sączyliśmy z Andym winko, oglądając z zaangażowaniem nasz ulubiony serial. Dzisiaj nasza rzeczywistość wygląda nieco inaczej. Andrzej zasnął już w 4 minucie odcinka, którego tytułu nawet nie pamiętam. W sumie zastanawiam się, po co go włączyliśmy wiedząc, że i tak nie dociągniemy do końca. Może jeszcze sami próbujemy się oszukać, że panujemy nad naszym czasem? Nie wiem. Ja wyjątkowo nie śpię – w południe odbyłam godzinną (!) drzemkę, która naładowała mi baterie lepiej niż niejeden energetyk.

Nowe pojęcie czasu

Od momentu urodzenia się dziecka, pojęcie czasu nabrało dla mnie zupełnie innego wymiaru. Moja doba jest określona nie wskazówkami zegara, jak to było do tej pory, lecz potrzebami nowego członka rodziny.
I tak w naszym czasie pojawiły się nowe godziny:

  • godzina pobudki Buby
  • godzina karmienia
  • godzina przewijania
  • godzina zabaw
  • godzina drzemki
  • godzina spaceru (lub dwie)
  • godzina kąpieli
  • godzina wieczornej pielęgnacji
  • godzina usypiania – ta się nam dłuży najbardziej

    Te nowe pory są wspaniałe o ile dostrzegam, że Buba cieszy się ze swoich codziennych rytuałów i że przynoszą jej one poczucie bezpieczeństwa oraz układają w określony sposób dzień.

Mama vs. tata

Wszystko było pięknie, dopóki mogliśmy te obowiązki dzielić po równo, kiedy tatuś był jeszcze na urlopie. Sytuacja się zmienia, gdy mimo dobrych intencji i wspaniałej organizacji czasu większość obowiązków związanych z maleństwem spada na Mamę.

Umówmy się, że tatusiowe bądź partnerzy mogą nas sporo odciążyć w obowiązkach i dajmy im tę możliwość. Jednak w sytuacji gdy dziecko jest karmione piersią – tak jak jest to w naszym przypadku – godziny karmienia z naszego nowego zegara należą do mamy. I choć kocham tę formę bliskości z Malutką, to z każdym kilogramem tej miłości ból pleców daje się coraz bardziej we znaki. Nocne wstawanie i na koniec lulanie, które tak bardzo Buba lubi i którego potrzebuje, poskutkowało niesamowitym zmęczeniem materiału.

Zmęczona mama?

Domyślam się, że sporo osób teraz to czytających to Mamy, które doskonale wiedzą, ba!, one nawet czują, co mam na myśli. Kojarzycie kochane to uczucie, kiedy Wasze maleństwo leży w pokoju obok, a Wasze mięśnie pulsują wręcz z bólu i są dalej napięte w oczekiwaniu na moment, kiedy ta słodka cisza zostanie przerwana głośnym płaczem?

To właśnie napięcie towarzyszy mi ostatnio, połączone z niedoborem snu, z niedopitą kawą, jedzonym na raty posiłkiem, niedokończonym filmem, nieprzeczytaną książką, napoczętymi rozmowami, urwanymi telefonami, potrzebą relaksu i chęcią spotkania się z kimś, komu można po ludzku ponarzekać.

URLOP(?) macierzyński

Wszystkie Mamy śmieją się, kiedy ktoś nazwie ten czas URLOPEM macierzyńskim. Z urlopem nie ma to za wiele wspólnego oprócz tego, że nie jesteś w tym czasie w pracy choć czujesz się jeszcze bardziej przepracowana. Jesteś na najwyższych obrotach. Bo nie dość, że chcesz ogarnąć swoje PODSTAWOWE potrzeby to śledzisz cały dzień poczynania tego małego człowieka. Musisz przewidywać, zapobiegać, zaradzać czemuś. Jesteś czyimś stróżem, ochroniarzem 24h. Niesamowite a jakże wymagające.

Czas dla mamy

Słuchajcie, da się. Ale nic na siłę. Miałam ogromną potrzebę napisania o tym, żeby nie nakładać na siebie żadnej presji bycia idealną Mamą. Tą kobietą spełnioną co to ma idealny porządek na chacie, podłoga wymyta na błysk, nienaganny makijaż, sylwetka jak u modelki, uśmiechnięta, zakłada własny biznes, uczy się języków obcych, organizuje podwieczorki dla bliskich i do tego ma ogarnięte wokół dziecka.

Ciężko jest ogarnąć życie na jednakowo wysokim poziomie na wszystkich tych płaszczyznach jednocześnie. Odnalezienie balansu ściąga ten ogromny ciężar. Kolejną rzeczą, której się nauczyłam będąc Mamą to pokora i równowaga właśnie. Cieszę się z małych przyjemności i szukam pewnych kompromisów tak, aby mojemu dziecku niczego nie zabrakło i abym ja mogła zrobić w ciągu dnia choć jedną rzecz, która sprawi mi radość i satysfakcję.

Dla mnie tymi przyjemnościami okazały się:

  • ciepły prysznic z masażem szorstką gąbką, wieczorna pielęgnacja
  • długie książki zamieniłam na ciekawe podcasty, których mogę słuchać kiedy mam Bubę na ręku lub gdy jestem z nią na spacerze
  • spacery – to czas kiedy zabieram w termosie kawę, zakładam słuchawki i puszczam sobie ciekawe audycje lub po prostu słucham głośno muzyki i tuptam sobie w jej rytm. No i poznałam całe osiedle młodych mam!
  • przestałam besztać siebie za to, że nie przeczytałam całej książki – czytam fragmentami, kiedy mam chwilę wieczorem.
  • Instagram – takie moje guilty pleasure i mój kontakt ze światem zewnętrznym – poznaje tam wiele inspirujących ludzi, znalazłam mnóstwo wspierających osób, a także specjalistów, którzy dzielą się swoją wiedzą.
  • kursy internetowe – to jest mega opcja. Z dzieckiem trudno dotrzeć gdzieś regularnie, na czas. Jest całe mnóstwo ciekawych kursów, webinarów, na które można wchodzić z telefonu kiedy mamy dziecko przy piersi czy kiedy jesteśmy w toalecie. Możemy je odtwarzać ponownie, wracać do treści, które chcemy powtórzyć. Rewelacja!
  • obiady u rodziców – kiedy ktoś Ci poda ciepły posiłek pod nos – no nie ma nic cenniejszego.

Myślę, że każdy z nas już wie najlepiej, co mu sprawia radość. Życzę Wam, abyście znaleźli te cenne chwile w ciągu dnia kiedy Wasze kochane maleństwo śpi, aby pobyć z samym sobą. Naładować te bateryjki czy to drzemką, czy to kawą u sąsiadki. Ale pamiętajcie, że Wy już jesteście idealne, wystarczające i nie ulegajcie presji bycia najlepszymi we wszystkim. Powtórzę za moją ulubioną Asią Okuniewską: Możesz mieć wszystko, ale nie naraz.

Tymczasem ja uciekam, bo właśnie wybiła godzina karmienia.

Ściskam

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *