15. października – Dzień Dziecka Utraconego
Ten wpis to kartka z mojego pamiętnika, którą pewnie wiele innych Mam ze złamanym sercem napisało i wyrzuciło. Ja traktuję ją jak następny etap „oczyszczenia”, życząc sobie w duchu, aby pomógł może jakiejś skołowanej osobie, której trudniej się otworzyć.
Dwie kreski
Na wieść o drugiej ciąży ucieszyliśmy się niesamowicie, choć nie ukrywam, że była dla nas miłą niespodzianką. Wiemy jak starania bywają trudne i chyba w najśmielszych oczekiwaniach nie zakładaliśmy, że nastąpi to tak szybko. Dlatego po wykonaniu testu, na którym mieniły się dwie kreski, odczekałam sporo czasu do wizyty lekarskiej.w gabinecie jednak spotkało mnie kolejne zaskoczenie. Mina Pani doktor wskazywała, że dzieje się coś wyjątkowego.
Podwójne szczęście
Wypatrywałam zniecierpliwiona na obrazie USG pęcherzyka. Skupiłam uwagę na tym, czy on w ogóle jest. Pani doktor poinformowała mnie, że jest i to nie jeden. Jednak narazie w jednym widać zarodek z serduszkiem, a drugie jest jeszcze niezamieszkałe. To oznaczało, że jest wysokie prawdopodobieństwo ciąży bliźniaczej. Jaka była moja reakcja? Cały wachlarz emocji, które towarzyszą zaskoczeniu: radość, ekscytacja, zniecierpliwienie, strach czy podołam, szczęście, że to mnie spotkało i lęk. Lęk, bo wiem, że ciąża bliźniacza to ciąża podwyższonego ryzyka.
Dwa tygodnie niepewności
Ciężko było mi zachować tę informację w tajemnicy, zwłaszcza, że ciążowe objawy przybierały na sile i potrzebowałam pomocy bliskich przy niektórych czynnościach przy małej Bubie.
Mój mąż, równie zaskoczony jak ja, zabrał się za układanie całej logistyki życia z taką gromadą. Bo przecież mieszkanie dla Rodziny z trójką dzieci i psem staje się już ciasne. Samochód również (choć do tej pory psioczyłam na kombi, to przy jednym dziecku i psie zmieniłam zdanie). Rozmyślaliśmy wiele nad tym, jak zmieni się nasze życie, choć na potwierdzenie sytuacji mieliśmy poczekać dwa tygodnie.
Nasi bliscy na wieść, że prawdopodobnie spodziewamy się bliźniąt zareagowali z entuzjazmem i deklaracjami pomocy. Natomiast nasi rówieśnicy bardzo różnie. Kiedy usłyszeliśmy, że lepiej dla nas, aby był to jednak jeden maluszek, zrozumieliśmy, jak nam bardzo zależy. I choć dla innych mogło się to wydawać szaleństwem, to właśnie na tę informację czekaliśmy przez 2 tygodnie.
Dzień, kiedy wszystko się zmieniło
15. października to Dzień Dziecka Utraconego. Tego właśnie dnia, podczas mojej drugiej wizyty lekarskiej, dowiedziałam się, że serduszko naszego maleństwa już nie bije. Drugi pęcherzyk się nie rozwinął. Sama zawsze powtarzałam, że wszystko się może zdarzyć. Moją radość okazywałam z marginesem świadomości. Ale choć często wiemy o możliwości straty, to uwierzcie – NIE DA SIĘ na nią przygotować. Każda utrata, śmierć boli. Niezależnie, czy była w chorobie, czy spodziewana czy nie. Pozostawia ślad i robi wielki zamęt w sercu, który ciężko jest poukładać.
Pewnie sporo z Was zastanawia się, jak można o tym pisać/mówić na głos?
Jest trudno, ale dla mnie to jedyny sposób, żeby spróbować to przeżyć. Przetrwać. Poza tym, bardzo chciałam poruszyć „na głos” pewną kwestię, która wprowadza wiele z nas w poczucie zakłopotania i czasem winy. Czy to nie za wcześnie było mówić tak o ciąży? Przecież wiadomo, że można ją stracić. A to dlaczego w ogóle ktoś ma wiedzieć o tak intymnej sprawie?
Kochani. Każda sytuacja jest inna. Każdy z nas jest inny. Jedni przeżywają na zewnątrz, to im pomaga sobie poukładać. Jedni w środku toczą bitwę myśli i nie czują potrzeby uzewentęrzniania. To jest indywidualna sprawa, która nie podlega waloryzacji i dyskusjom. Dla mnie (znowu powtarzam, że chodzi o moje przeżywanie) nie mówienie to jak udawanie, że tego życia nie było. A ja będę o nim pamiętać.
Rozdarcie
Pragnę dać poczuć każdej osobie, która teraz potrzebuje otuchy, że masz prawo do przeżywania KAŻDEJ emocji. Nie wyobrażam sobie milczeć w tym temacie tylko dlatego, że ktoś uważa, że nie wypada. Miałam wątpliwości, ale kiedy zaczęłam dawać sygnały, że jestem w trudnej sytuacji, okazało się, że jest nas dużo więcej. Nie każdy ma śmiałość, potrafi wyrazić lub poprosić o wsparcie.
Wsparcia potrzebowałam już od pierwszej chwili i otrzymałam je z uściskiem i łzami mojej pani doktor. Jednak szpital to miejsce pełne sprzeczności. Kiedy za jedną ścianą przychodzi na świat życie, za drugą ktoś je traci. Często te osoby mijają się na korytarzu. Albo co gorsza, dzielą pokój. Gdy ja czekałam w bólu serca na zabieg „oczyszczenia” i przełykałam łzy, dziewczyny obok mnie zamartwiały się o swoje ciąże i gładziły z czułością zaokrąglone brzuszki. Ciężko było nam razem w tak innych sytuacjach. Współczuję ogromnie zarówno sobie, jak im.
Oprócz fizycznych wyzwań jakie przede mną stanęły i których nie zapomnę do końca życia, w głowie działa się bitwa. Rozdarcie nie do opisania, do tego szpitalne procedury podpisywania dokumentów i decydowania o formie pochówku, kiedy Ty jeszcze nie oswoiłeś się ze stratą.
Jedni podają chusteczkę i zachęcają do wylania łez, aby chwilę później usłyszeć, że to nie był czas na dziecko, bo przecież mam maleństwo w domu, którym czas najwyższy się zająć. Przykre i nie chcę sobie wyobrażać, ile z nas usłyszało krzywdzące komentarze na tak osobiste kwestie.
Kiedy analizuję ostatnie dni nie mam żalu, nie zadaję sobie pytań „dlaczego ja?”. Najważniejsze to pamiętać, że nie mamy na wszystko wpływu. Pozwolić sobie na przeżywanie tak, jak to czujemy. Nie bać się prosić o pomoc, o wysłuchanie. Nie wstydzić się łez. Mówiąc o tym przywołuję mojego Aniołka, którego pokochaliśmy z pierwszym dniem i który odfrunął, ponieważ nie był gotowy żyć z nami w tym życiu.
Jeśli jest Ci ciężko to pamiętaj, #niejesteśsama
Ściskam,
Emi
GIRL POWER - o solidarności jajników
Może Ci się spodobać
MAMY czas – prawda o urlopie macierzyńskim
1 kwietnia 2021
GIRL POWER – o solidarności jajników
28 lipca 2021
komentarze 2
Ewa
Ten wpis ma w sobie dużo dojrzałości. Też uważam że o życiu trzeba mówić, a nie zawsze usłane jest różami – chyba taka nasza „polskość”, że ani chwalić się za bardzo nie wypada, ani mówić o czymś przykrym.
Jest mi bardzo przykro że musieliście przez to przejść. Tych historii są dziesiątki tylko w naszych najbliższych kręgach – i mówię to nie by umniejszyć Waszej stracie, a by uświadomić innych jak łatwo jest wydawać pochopne opinie i szastać komentarzami, nie mając pojęcia kto i przez co już przeszedł bądź przechodzi.
Jesteście wspaniałą rodziną i życzę Wam z moimi chłopakami wszystkiego, co najwspanialsze! Możecie liczyć na nasze wsparcie i pomoc zawsze gdy będziecie tego potrzebować:)
Emilka
Ewka, dziękuję za wsparcie ? rzeczywiście sporo osób nam bliskich przez to przechodziło i do tej pory nie słyszałam, aby ktoś podjął ten temat (z różnych powodów). Ale mam nadzieje, ze to nie będzie więcej powodem do wstydu lecz do jeszcze większego zrozumienia. Ściskam ❤️