Kobieta,  Relacje międzyludzkie

GIRL POWER – o solidarności jajników

Solidarność jajników. Czy coś takiego w ogóle istnieje? Chyba jak wszystkiemu w naturze, zjawiskom również towarzyszą anomalia. No bo czy to solidarność, kiedy raz w miesiącu jeden jajnik boli bardziej i nie pozwala podnieść się z łóżka? Podczas gdy drugi, niewzruszony się temu przygląda? Niekoniecznie. A może to niezrozumiana solidarność? Bo jak byśmy się czuły, gdyby bolały oba naraz, z jednakowo silnym natężeniem? 

Chciałam się dzisiaj przyjrzeć tej solidarności jajników w kontekście nas, kobiet. Myślę, że różnie z nią bywa. Choć wolałabym się skupić na tej dobrej stronie. I o niej też opowiem 🙂

Kobieta jak wino…

Czas w życiu, w którym się teraz znajduję, to najbardziej produktywny, wymagający i wdzięczny zarazem. Mówią, że około 30. roku życia kobieta jest jak wino. Dojrzała, świadoma swojej wartości, „smaczna” (jakkolwiek to nie zabrzmi). Myślę, że mogę się z tym w dużej mierze zgodzić. Oczywiście nie zawsze czuję się, jakbym wygrała życie czy los na loterii. Jestem ogromnie wdzięczna za to, co mnie spotkało, za to, co mam i do czego doszłam własną pracą ale też za to, co otrzymałam od rodziców i od partnera. I nie mam na myśli tylko rzeczy materialnych. Ale nie ukrywajmy, w życiu trzeba mieć też szczęście. Nie każdy może liczyć na dobry start. Wtedy już od początku tzw. „pogoń za szczęściem” jest trudniejsza, droga bardziej wyboista. Niekiedy szczęście nas opuszcza w najmniej oczekiwanym momencie. W takich chwilach trzeba wywrócić dotychczasowe życie do góry nogami, aby przetrwać.

Poczucie własnej wartości

Moja Mama, pracująca wiele lat wśród ludzi z różnych środowisk, raczej tych uboższych, potrzebujących, często patologicznych, nauczyła nas, mnie i moje rodzeństwo jednego. Radości i szanowania tego, co mamy. To bardzo ważna umiejętność, ponieważ właśnie dzięki niej są nam obce niezdrowa rywalizacja i ciągłe porównywanie się do innych. Jestem moim rodzicom za to bardzo wdzięczna. Nie oznacza to jednak, że nie padłam ofiarą takich zachowań.. Życie dorosłych nie jest takie proste. Ale nie potrafię zrozumieć, dlaczego niektórzy budują swoje poczucie własnej wartości na nieszczęściu drugiego człowieka.. Niestety jest tak, że syty głodnego nie zrozumie. Często dopiero doświadczenie tego przysłowiowego „głodu” pozwala nam zejść do parteru. Zatrzymać się na chwilę, zanim wydamy jakiś osąd i sprawimy komuś przykrość swoimi komentarzami.

Kobieta kobiecie

Ostatni czas, który przynosi mi wiele spełnienia i radości, jest również czasem, kiedy na bok odkładasz własne potrzeby, aby zaspokoić te dziecka. Nie oznacza to, że przestały być ważne: samorealizacja, potrzeba spotkania się z przyjaciółmi, przeczytania lektury innej niż tej o wychowaniu. Sylwetka, o którą kiedyś miałam czas zadbać, dzisiaj wygląda zupełnie inaczej. Ostatnio, podczas krótkiego wypoczynku nad morzem, byliśmy na kolacji. Trzymałam na rękach Bubę, która właśnie zaczyna swoją przygodę z jedzeniem. Zazwyczaj siedzi u mnie (lub jej Taty) na rękach i wcina z nami posiłek. Ale przy tym jest wszędzie mnóstwo bałaganu i mimo użycia śliniaka, chusteczek i innych akcesoriów, ciężko uniknąć plam i brudu. No i tak, podczas tej kolacji, patrzyłam z radością na moje dziecko, cała brudna. Na koszulce byłam umazana brązową już papką z banana. Do tego mokre plamy na spodniach od wody, która wyciekła z Bubkowego bidonu.. Nagle usiadła obok nas para z dzieckiem i znajomymi. Dziewczyna, o szczupłej sylwetcem, zadbana, aż sama nie mogłam oderwać od niej oczu. Natrafiłyśmy na siebie w toalecie i nasze spojrzenia spotkały w się w lustrze. Wyglądałam gorzej niż przeciętnie. I wiecie co było super? To ona przełamała ten niezręczny moment, sprawiając mi komplement. Usłyszałam, że mam śliczną córeczkę, podobną do mnie. Zapytała mnie o samopoczucie i porozmawiałyśmy chwilę. Nie dała mi poczuć się nieswojo. To była jedna z tych sytuacji, kiedy poczułam SOLIDARNOŚĆ jajników. Taka drobnostka, a jak ważna.

Grupa wzajemnego wsparcia

Kolejny raz doświadczyłam tej solidarności u osób, które w niedawnym czasie pojawiły się w moim życiu i są dla mnie bardzo ważne. To moje kochane sąsiadki, również mamy, z podobnymi problemami i troskami jak moje. Każda z nas jest zupełnie inna, ale w tym krótkim czasie doznałam od nich wiele dobrego i jestem bardzo wdzięczna, że są.

Jedna z nich wpadła na genialny pomysł założenia grupy wsparcia na komunikatorze. To tam  mogłybyśmy sobie bezkarnie narzekać, radzić, chwalić, opowiadać, plotkować w kwestiach, które są dla nas ważne. To taka osobista grupa wsparcia. Nie oceniamy tam, nie krytykujemy, nie mówimy źle, a pomagamy sobie. Tych zasad nikt nie ustalał, to cudowne. 

Nigdy nie usłyszałam, że któraś z nich robi coś lepiej, że ma czegoś więcej, że jest w czymś mistrzynią ( a są, nie muszą o tym mówić). Kiedy mam w domu bałagan, to nie wstydzę się ich zaprosić na kawę, bo za ten bajzel by mnie nigdy nie oceniły. Prędzej pomogą mi go ogarnąć. Potrzymają dziecko, żebym mogła coś w tym czasie zrobić.
Był taki dzień, kiedy czułam się nadzwyczaj źle. Podzieliłam się wtedy swoimi kompleksami (chodziło o zmiany pociążowe na ciele, które raz na jakiś czas rażą mnie mocniej). I wiecie co było wspaniałe? W ramach tej solidarności każda z nich wysłała zdjęcie, które demaskowało ich pociążowe pamiątki. Przypomniały mi, ile zmian zaszło w moim życiu. Noszę te ślady z dumą, a nie wstydem. To był przepiękny gest, bo wiem, że nie każdy umiałby to zrobić. Pokazać swoje niedoskonałości, aby dodać komuś otuchy. Przede wszystkim aby przypomnieć, że nie jestem sama.

Moda na prawdę

W tym samym czasie instagram aż się zagotował po pewnym niefortunnym komentarzu aktorki., młodej mamy. Skrytykowała próby społeczeństwa do pokazywania rzeczywistości taką, jaka jest, a nie taką, jaką się miło ogląda. Wtedy zdałam sobie sprawę, że sporo z nas ma ciągle problem z zaakceptowaniem swojego „normalnego życia”.  Wolimy się pochwalić swoimi sukcesami, zostać publicznie pogłaskani za nasze osiągnięcia, podkreślać swoją wyjątkowość zamiast zwyczajne ( i piękne w tej zwyczajności) życie. Kotlet z ziemniakami nie wygląda przecież tak atrakcyjnie, jak krewetki na sałacie, choć pewnie częściej gości na naszym talerzu. Napawanie się takimi widokami często, niestety, wprowadza nas w poczucie deficytu, gorszości. Napędza tę machinę porównywania się, mimo, że życie, które prowadzimy, przynosiło nam do tej pory satysfakcję.

Sama padłam ofiarą tej machiny. Zrobiło mi się przykro, że te wartości przekazywane przez moich rodziców,  gdzieś po drodze zgubiłam. I wiecie co mi pomogło? Spotkanie z moją Przyjaciółką. Jestem jej bardzo wdzięczna za tamten wieczór. Przypomniała mi, że mogę być wyjątkowa ( i jestem) nie próbując na siłę być idealną na każdej płaszczyźnie mojego życia. To okej lubić tego schabowego z ziemniakami. To też okej, że czuję się spełniona nie mając na koncie wielkich sukcesów. Mając marzenia, mając miłość do siebie i do bliskich mam coś o wiele ważniejszego i na tym się powinnam skupić. Nie pozwolę wciągnąć się w niezdrową rywalizację o podziw, o bycie na piedestale.

Te wszystkie powyższe sytuacje pozwoliły mi poczuć się lepiej, powrócić na swój tor i ten post będzie taką moją przypominajką na przyszłość. 

Czym więc jest solidarność jajników?

Podsumuję moje rozumienie tego terminu:

  • przede wszystkim to wsparcie, empatia i chęć zrozumienia drugiego człowieka
  • pozbycie się oceniania, bezwarunkowe bycie z kimś i zaakceptowanie jego wad i potrzeb i dostosowanie się do nich, aby pomóc mu czuć się dobrze
  • bycie przy kimś, to pokazanie gdy tego potrzebuje, że nie musi, a w zasadzie nie może być idealnie, aby było dobrze

Kobiety, bądźmy sobie Przyjaciółmi !

Ściskam,

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *